Podróż Spełnionych Marzeń - sierpień-wrzesień 2009

Na przelomie sierpnia i wrzesnia 2009 r. Fundacja Dziecieca Fantazja wraz z zaprzyjazniona organizacja non-profit Coalition for Kids International z siedziba w Nowej Szkocji (Kanada) zorganizowaly po raz ósmy wyprawe, w której wziely udzial nastoletnie wolontariuszki zza Wielkiej Wody. Podczas trasy po Polsce, nazwanej przez nas "Podróza Spelnionych Marzen" Kayleigh, Nicole, Nicky, Genny i Maxine pomogly spelnic marzenia szesnastu nieuleczalnie chorych dzieci, Podopiecznych naszej Fundacji. Tradycyjnie juz czesc zabawek oraz drobnych kanadyjskich upominków przywiozly ze soba z Kanady. W podrózy towarzyszyla im pracujaca w Fundacji Ada oraz Agata, opiekunka i tlumaczka grupy. Podróz Spelnionych Marzen nie ogranicza sie do odwiedzania dzieci w ich domach. Kazdorazowo staramy sie takze zawitac w jednym z polskich szpitali. Tym razem bylismy w Bydgoszczy, w wojewódzkim szpitalu dzieciecym, w którym odwiedzilismy Oddzial Neurologii Dzieciecej z Pododdzialem Rehabilitacji, gdzie rozdalismy wiele slodyczy i pluszowych zabawek, ale tez pomoce pedagogiczne, oraz czytnik DVD i filmy dla szpitalnej swietlicy. Podczas sierpniowej Podrózy przejechalismy prawie 3000 km i zlozylismy wizyte dzieciom z pieciu województw w pólnocno-zachodniej i centralnej Polsce: lódzkiego, kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, zachodniopomorskiego i lubuskiego. Podróze Spelnionych Marzen zaczynamy zwyczajowo od pakowania prezentów i samochodu. Podczas pakowania upewniamy sie oczywiscie, ze niczego nie zabraklo dla naszych Podopiecznych. Staramy sie takze miec ze soba prezenty dla rodzenstwa chorych dzieci, zeby wszystkim zrobilo sie lzej na sercu przy okazji naszej wizyty. Trudno sobie wyobrazic, jak wiele prezentów musimy w sumie kazdorazowo zapakowac i dowiezc na miejsce. Zdjecia tylko czesciowo oddaja rzeczywistosc, a paczek mniejszych i wiekszych jest zawsze bez liku. W ósma, tym razem w 100% zenska wyprawe wyruszylysmy wielkim czerwonym minibusem z naklejona z boku pszczólka. Czesc rzeczy musielismy równiez doslac, a czesc prezentów dokupic od drodze za pieniadze uzyskane od sponsorów.

Sen o muzyce.
Nasza pierwsza Podopieczna, 15-letnia Pauline z Kutna, zmagajaca sie z bialaczka odwiedzilismy w domu. Zanim jednak do jej domu dotarlismy nasz szalony GPS zwodzil nas przez ponad godzine, kierujac nas na coraz to bardziej wyboiste drogi. Jak nam pózniej przyznal tata Pauliny, na codzien kierowca TIR-a, wszystkie systemy nawigacyjne wariuja w okolicy z braku rzetelnych informacji. Nam udalo sie jednak dojechac dzieki telefonicznym wskazówkom rodziców Pauliny. Kiedy weszlysmy do skromnego domu polozonego z dala od drogi widac bylo, ze dziewczyna czeka na nas z niecierpliwoscia. Jednoczesnie nastolatka okazala sie bardzo niesmiala. Zeby przelamac lody zabralysmy sie wiec za rozpakowywanie najwiekszego marzenia Pauliny. Keyboard, który Paulina otrzymala od 7-letniej Zuzanny (która dolaczyla do instrumentu piekny list z zyczeniami szybkiego powrotu do zdrowia, wraz ze swoim zdjeciem i namalowanym koniem) byl bardzo starannie zapakowany. Dlugo rozmawialysmy o zyciu Pauliny, o jej zamilowaniu do muzyki, a takze o milosci do Harry’ego Pottera. Okazalo sie, ze pomimo dzielacych ich róznic kulturowych i Oceanu, nasze nastoletnie wolontariuszki maja podobne zainteresowania. Wszystkie dziewczyny zajmowaly sie takze z duza czuloscia Toffim, psem razy Yorkshire terrier nalezacym do Pauliny, którego dziewczyna dostala od rodziców po wykryciu jej choroby. Kiedy udalo nam sie juz postawic na specjalnym stojaku nowy instrument Pauliny, nastolatka przyznala sie nam, ze sama nie potrafi grac, ale ze jej wujek, który pracuje w przemysle muzycznym obiecal ja nauczyc. Tym razem jednak Paulina z podziwem wysluchala gry Kayleigh. Odjezdzajac smialysmy sie, ze teraz nastolatki laczy nie tylko fascynacja Harrym Potterem, ale takze milosc do muzyki.

Kiedy dorosne bede DJ-em.
Cierpiacy na nowotwór kosci 15-letni Adrian mieszka w Kaliszu. Chlopca odwiedzilismy po drodze do Lodzi. Nastolatek mieszka w bardzo zaniedbanej i biednej kamienicy, az odstraszajacej obskurna i obdrapana klatka schodowa o niekonczacych sie korytarzach. Zyczliwosc jego rodziny i wspaniale przyjecie, które nam zgotowali wszyscy domownicy blyskawicznie zatarly jednak nasze pierwsze spostrzezenia. Wielkie wrazenie zrobil na nas takze Adrian, który zdaniem calego naszego 'wesolego autobusu' wyrosnie na bardzo przystojnego mezczyzne. Polubilysmy jednak Adriana od pierwszego wejrzenia nie dlatego, ze ma niezwykle, niebieskie oczy, ale dlatego, ze emanuje serdecznoscia. Poza tym trudno bylo sie od niego nie zarazic radoscia, która chlopak okazal na widok swojego spelnionego marzenia w postaci miksera DJ-skiego. Kiedy otwieral swój prezent chlopakowi az sie rece trzesly. Jego mama przyznala sie nam, ze pomimo wyslanego do Fundacji zgloszenia, Adrian nie do konca wierzyl, ze jego marzenie zostanie spelnione. A juz na pewno nie tak szybko. Podczas gdy mama nastolatka przygotowywala dla naszej ekipy pyszne lody z owocami i bita smietana, Adrian wytlumaczyl nam, ze marzyl o mikserze DJ-skim poniewaz chce w przyszlosci zostac slynnym DJ-em, a najlepsi zawodowcy zaczynaja wlasnie sie uczyc w wieku 15-17 lat. Niestety niewiele wiecej udalo nam sie dowiedziec. Po pierwsze, dlatego ze Adrian kurczowo sie trzymal swojego miksera i widac bylo, ze mysli tylko o tym, zeby zaczac czytac instrukcje obslugi. Ponadto chyba nieco oniesmielila nastolatka tak silna zenska reprezentacja. Adrian zgodzil sie jednak zejsc z nami do busa, przed którym zrobilismy wielkie rodzinne zdjecie, zeby uwiecznic te chwile. Przy okazji rozmowy z mama dowiedzialysmy sie, ze podejrzewaja u Adriana wznowe i czekaja ich kolejne badania majace na celu potwierdzenie tej diagnozy. Kiedy zadzwonilysmy kilka dni pózniej, okazalo sie jednak, ze byl to jedynie falszywy alarm. Dawno nie cieszylysmy sie tak bardzo po zwyklej rozmowie telefonicznej.

Pogromca zwierzat.
Mieszkajacy w Lodzi Jakub ma zaledwie 10 lat, ale przeszedl juz bardzo wiele. Atakujacy jego organizm nowotwór wymusil chirurgiczne pozbawienie chlopca jednej nerki i czesciowe usuniecie drugiej. Teraz jednak Kuba czuje sie wspaniale i cieszy sie z drugiej remisji choroby, podobnie jak wiele ciezko chorych dzieci, które wiedza czym jest cierpienie i lek o kazdy kolejny dzien zycia. Kuba jest nie tylko fanem futbolu, co widac bylo po stroju, w którym nas przyjal (byl w pelnym pilkarskim rynsztunku), ale kocha tez zwierzeta. Kuba ma jednak osobliwy gust i, zamiast psa czy kota, ma w domu: osmiomiesiecznego weza Boa oraz dwa oswojone czerwonookie szczury, w tym jednego zupelnie lysego. Nasza wizyta byla sensacja nie tylko dla chlopca, ale równiez dla nas. Podczas gdy Kuba otwieral wymarzony przez siebie laptop, wolontariuszki zachwycaly sie bowiem fauna (a te, które nie czuly sie pewnie w towarzystwie gadów i gryzoni przynajmniej staraly sie zachwycac). Wszystkie podziwialy wprawe chlopca podczas instalacji komputera. Kuba mial czas nauczyc sie tajników informatyki w szpitalu, w którym spedzil ponad dwa lata swojego zycia, z krótka, trzymiesieczna przerwa. Niestety, po wypróbowaniu laptopa okazalo sie, ze ekran gasnie. Kuba wraz z rodzina oraz cala grupa wolontariuszek byli zrozpaczeni. Na szczescie, dzieki zyczliwosci sponsora, który ufundowal laptop sprzet udalo sie wymienic na nowy i nazajutrz ciezko doswiadczony przez chorobe mlody komputerowiec mógl juz bez ograniczen cieszyc sie swoim spelnionym marzeniem.

Nakrecona osiemnastka.
Nastoletnia Natalie mieszkajaca w Pinsku, pod Bydgoszcza odwiedzilismy po raz pierwszy w czerwcu, przywozac jej wymarzone ubrania. Cierpiaca na bialaczke dziewczyna tydzien wczesniej wyszla ze szpitala po osmiomiesiecznym pobycie w sterylnym pokoju, w tym dwoma miesiacami spedzonymi w pomieszczeniu bez okien. Pod koniec sierpnia, nadal chudziutka Natalia wygladala jednak znacznie lepiej: byla silniejsza, bardziej pogodna, pelna zapalu i werwy. Ucieszyla sie bardzo ze spelnienia drugiej czesci swojego marzenia, w postaci cyfrowej kamery. Jak sie okazalo trafilismy w dziesiatke, poniewaz niecaly tydzien po naszym wyjezdzie Natalia obchodzila swoje urodziny i szykowala sie do duzej rodzinnej imprezy (huczne obchody tak waznej rocznicy to juz tradycja w jej licznej rodzinie, chociaz tym razem trzeba bedzie poczekac na wielka potancówke az Natalia wróci do formy). Skorzystalysmy wiec z okazji zeby wspólnie zaspiewac po polsku i po angielsku 'Sto lat!', co oczywiscie zarejestrowala kamera naszej prawie doroslej Podopiecznej. Podczas naszej poprzedniej wizyty Natalia byla jeszcze zbyt slaba, zeby snuc dalekie plany. Tym razem porozmawialysmy o jej dalekosieznych marzeniach. W pierwszej kolejnosci nastolatka zamierza zdac prawo jazdy, w przyszlosci natomiast chcialaby zostac masazystka. Raz jeszcze wyjazd od Natalii byl ciezki, poniewaz widac bylo, ze jest ona spragniona kontaktów, a wolontariuszki z Kanady chlonely zas wszelkie informacje o codziennym zyciu polskiej dziewczyny. Nie obylo sie tez oczywiscie bez wspólnego ogladania zdjec i pokoju Natalii. Ostatecznie odjechalysmy jednak, szczesliwe, ze tym razem Natalia zeszla z nami zobaczyc nasz czerwony autobus. Poprzednim razem mogla jedynie nam pomachac z kuchennego okna. Do widzenia, Natalio! Trzymamy za Ciebie kciuki!

Kokietka z Torunia.
16-letnia chora na mukowiscydoze Klaudia mieszka w samym centrum miasta pierników i Kopernika, o krok od Torunskiej Starówki. Wraz z mama przyjely nas w skromnym, ale bardzo zadbanym mieszkaniu na strychu. Nastepnie Klaudia zaczela rozpakowywac swoje prezenty, a bylo ich calkiem sporo. Jak wiele nastolatek, Klaudia marzyla o modnych ubraniach, a dzieki hojnosci sponsorów udalo sie ich przywiezc naprawde duzo. Rozgoraczkowana z wrazenia Klaudia zaniemówila na widok wszystkich otrzymanych wspanialosci i jedynie jej usmiech oraz iskierki w oczach swiadczyly o jej zachwycie. Przymierzanie trwalo dlugo: mialysmy takze prawo do prawdziwego pokazu mody. Na koniec Klaudia rozpakowala najmniejsza, ale z pewnoscia jedna z najwazniejszych paczek z prezentami, w której znajdowal sie takze wymarzony laptop. Niezwykle trudno jest okreslic slowami nasze i jej odczucia. Tego dnia wymiana odbywala sie na poziomie gestów, spojrzen i usmiechów, poniewaz w powietrzu zbyt wiele bylo silnych emocji zeby je mozna bylo wyrazic, chociaz mama Klaudii caly czas starala sie wesprzec swoja córke, dziekujac w jej imieniu. My natomiast oczyma duszy juz widzialysmy nastolatke przechadzajaca sie dumnie w swoich nowych ubraniach po starówce z kolezankami i kolegami. Wspaniale jest móc spelnic marzenie i sprawic, ze dziecko, które zyje ze swiadomoscia swojej choroby i jej nieuchronnosci nagle staje sie najzwyczajniejsza w swiecie dziewczyna, usmiechajaca sie na widok blyskotek lub zlotej kurtki. To troche tak, jak gdyby za dotknieciem magicznej rózdzki dalo sie choc na chwile przegonic nieuleczalna chorobe.

Niesmialy starszy brat.
14-letniego Pawla chorujacego na bialaczke odwiedzilismy w Gulbinach, w których mieszka wraz z mama i licznym rodzenstwem. Pawel ma dziewiecioro braci i sióstr, i chociaz czesc z nich juz rozpoczela samodzielne zycie trudno nam bylo zapamietac wszystkie imiona. Dom na wsi w którym zyje Pawel jest bardzo biedny: jedna izba z kuchnia, wychodek na podwórku, i pola dookola, które zostaly dawno sprzedane, zeby móc utrzymac rodzine i walczyc z choroba nastolatka. Na szczescie nowotwór Pawla jest w fazie remisji, chlopak ma piekne, bujne, jasne i krecone wlosy, urokliwy usmiech i nic a nic nie widac po nim sladów choroby. Az milo patrzec na takie zwyciestwo nad bialaczka. Pawel okazal sie byc bardzo niesmialy i ostatecznie, podczas naszej wizyty, pierwsze skrzypce gral jego mlodszy, niepelnosprawny psychicznie brat Krzys. Pawlowi bylo to chyba na reke, poniewaz nasze zainteresowanie nieco go przeroslo. Podzielil sie jednak z nami swoimi gustami muzycznymi i przyznal, ze jego marzeniem jest jak najszybsze zakonczenie szkoly i pójscie do pracy. Nastepnie rozpakowal wymarzonego laptopa i usilowal skupic sie na jego obsludze, co wcale nie bylo takie proste, zwazywszy na ilosc osób przebywajaca w tym samym czasie w pokoju. Postanowilysmy nie przedluzac wizyty zeby nie robic dodatkowego zamieszania. Nie dogralysmy wiec do konca dolaczonego do komputera oprogramowania, wiedzac, ze Pawel ma bliskiego kolege, który swietnie zna sie na komputerach. Kiedy zadzwonilysmy z drogi dwa dni pózniej okazalo sie, ze byla to sluszna decyzja: komputer udalo sie bez problemu uruchomic z nowym oprogramowaniem, a Pawel zdawal sie byc bardzo szczesliwy ze swojego prezentu.

Modelka.
7-letnia Klaudia ze Starej Rudy, zmagajaca sie z zanikiem miesni, to kolejna nasza podopieczna, której w sierpniu zlozylismy druga (i na pewno nie ostatnia) wizyte. Podczas naszego czerwcowego przyjazdu przywiezlismy dziewczynce wymarzona lalke Barbie i wiele innych zabawek dla niej i jej licznego rodzenstwa. Tym razem, przyjechalismy podziwiac materialy budowlane i wykonczeniowe dostarczone przez hojnego sponsora, dzieki któremu rodzina Klaudii bedzie mogla zbudowac prawdziwa lazienke. Dom Klaudii jest bowiem bardzo biedny, a rodziców chorej dziewczynki zwyczajnie nie stac bylo dotychczas na taki luksus. Podczas naszej wizyty, która, w naszym i Klaudii odczuciu byla stanowczo za krótka, zabawy bylo co niemiara, Najpierw sfotografowalismy Klaudie przy kafelkach, wannie i wszystkich innych materialach do przyszlej lazienki. Widac bylo, ze dziewczynce bardzo sie podoba rola modelki, o czym zreszta doskonale swiadczyl jej usmiech. Nastepnie pozwolilysmy dziewczynce przejechac sie naszym czerwonym busem: smiala sie wnieboglosy, a my z radoscia wsluchiwalysmy sie w ten smiech. Wyjechalysmy jednak ze smutkiem w sercach: najnowsze badania Klaudii nie nastrajaja bowiem optymistycznie i wszystko wskazuje na to, ze postepuja przykurcze miesni. We wrzesniu Klaudia pojedzie do Warszawy w celu postawienia kolejnej diagnozy. Nam jednak juz dzisiaj serce sie kraje na widok siedmiolatki o usposobieniu zywego srebra, która choroba skaze predzej czy pózniej na jazde na wózku inwalidzkim. Z tej perspektywy nasza wizyta, zielone kafelki i wanna do przyszlej lazienki nabieraja zupelnie innego znaczenia. W tym przypadku nie tylko spelniamy marzenie, ale czynimy nasza powinnosc. Zadne z nas nie jest w stanie sobie wyobrazic, jak trudne jest i bedzie zycie Klaudii. Jezeli tych kilka gestów dobrej woli, tych kilka spelnionych fantazji moze choc troche to zycie ulatwic, oznacza to, ze nasza praca ma gleboki sens.

Kino domowe.
W lipcu Fundacja Dziecieca Fantazja zorganizowala cykl koncertów muzycznych, podczas których wolontariusze kwestowali na rzecz spelniania marzen naszych nieuleczalnie chorych Podopiecznych. Dzieki hojnosci darczynców udalo sie zgromadzic fundusze, które pozwolily na zakup wielkiego, pieknego 42 calowego telewizora dla 15-letniej Sylwii z Bydgoszczy. Sylwia jest drobna dlugowlosa dziewczyna, która choruje na mukowiscydoze, cierpiac zarazem na kardiomiopatie. Nastolatka od lat uczy sie w domu. Jej nieliczne spacery to okresowe kontrole w szpitalu. Sylwia jest zglodniala towarzystwa, a zarazem niezwykle krucha i niesmiala. Jej zycie od wielu lat wisi na wlosku. Nastolatka walczy jednak dzielnie wraz z mama, babcia i bratem o kazdy kolejny dzien. Sylwie odwiedzilysmy póznym wieczorem, miala to wiec byc krótka wizyta, poniewaz nie chcialysmy jej meczyc. Zostalysmy jednak prawie dwie godziny. Najpierw musialysmy poczekac az Sylwia przestanie plakac ze wzruszenia. Nastepnie rozpakowalysmy telewizor i zachwycalysmy sie nim (kilka dni pózniej, kiedy zadzwonilysmy do Sylwii zeby zapytac sie, jak sie sprawuje sprzet, okazalo sie, ze rodzina ma juz liste zapisów na ulubione programy, tak bardzo wszystkim olbrzymi ekran przypadl do gustu). Najdluzej jednak rozmawialysmy z Sylwia, która opowiedziala nam o swojej fascynacji Ameryka i Kanada, pokazala nam swój pokój, swoje zwierzeta domowe (koszatniczke i chomika). Sylwia byla kolejna Podopieczna Fundacji, z która niezwykle trudno bylo nam sie rozstac. Jej wrazliwosc, cieplo, kruchosc i tesknota za kontaktem z rówiesnikami gleboko nas poruszyly. Podopiecznych pamieta sie wszystkich i o wszystkich mysli cieplo i z nadzieja, ale niektórzy z nich zapadaja w serca na dluzej. Sylwia jest jedna z nich.

Radosna wizyta.
Podczas sierpniowej Podrózy Spelnionych Marzen odwiedzilismy Oddzial Neurologii Dzieciecej z Pododdzialem Rehabilitacji wojewódzkiego szpitala w Bydgoszczy. Zostalysmy przyjete po królewsku: czekal na nas poczestunek, spiewy, ale tez wspaniale laurki i....pluszowe misie. Podczas spotkania jedna z pacjentek szpitala zaspiewala dla nas a capella, a nasze wolontariuszki przeszly blyskawiczny kurs tanca polaczony z nauka kilku polskich slów. Bylo takze oczywiscie mnóstwo zabawy z otwieraniem przywiezionych przez nas kartonów z zabawkami, filmami i szkolnymi przyborami. Swietlica otrzymala zas czytnik DVD. Fundacja Dziecieca Fantazja dobrze zna bydgoski szpital dzieki jednemu ze swoich Podopiecznych, Lukaszowi z Szubina. Nastolatek, który cierpi na zanik miesni wlasnie tutaj przyjezdza sie leczyc i traktuje bydgoski szpital troche jak swój drugi dom. Pomaga mu w tym Pani Maria Górska, odpowiedzialna za szpitalna szkole, pelna dobrych checi i usmiechu kobieta. Dzisiaj jednak przyszlosc szpitala stoi pod znakiem zapytania. Budynek, który odwiedzilysmy podczas naszej wizyty jest stary i ma zostac zastapiony przez nowy, piekny oddzial, w którym zaplanowano zarówno klasy szkolne z prawdziwego zdarzenia, jak i zimowe ogrody dla dzieci. Ba! Znalazly sie nawet pieniadze na budowe. Niestety, powstanie nowego oddzialu stoi dzis pod znakiem zapytania. Ponoc niektórzy wlodarze miasta zastanawiaja sie bowiem, czy nie lepiej spieniezyc poszpitalny grunt w celu rozbudowania sasiadujacego z osrodkiem zdrowia osiedla apartamentowców. Mamy nadzieje, ze plany te pozostana jedynie plotkami i ze za 3 lata odwiedzimy juz piekny, nowy budynek szpitala.

Wspólne leczenie, wspólne fantazje.
Wiele z odwiedzanych przez nas dzieci zna sie ze szpitala. Znaja sie tez oczywiscie ich rodzice. Dzieciecych szpitali leczacych nieuleczalne choroby jest bowiem stosunkowo niewiele, a rodziny czesto musza dojezdzac z daleka. Dwóch naszych Podopiecznych spotkalismy w tym samym szpitalu, w Debinkach, w Gdansku. Dzieki hojnosci organizacji pozarzadowych i sponsorów szpital ten jest jednym z najlepiej wyposazonych i najbardziej przyjaznych dziecku w Polsce. Niestety przyjezdza sie do niego najczesciej w celu poddania sie niezwykle bolesnym zabiegom. Trudno sie wiec dziwic, ze cierpiacy na bialaczke 9-letni Milosz z Debrzna oraz 5-letni Rafal z Iwiczna, z porazeniem mózgowym, takze chorujacy na bialaczke chcieli jak najszybciej szpital opuscic. Dostali wypisy tego samego dnia. Zgodzili sie jednak na nas zaczekac. Spotkalismy sie cala gromadka w ogólnodostepnej czesci budynku, na parterze. Radosci bylo co niemiara, poniewaz dla obu chlopców mielismy duzo prezentów, a ich rozpakowywanie wygladalo troche jak Wigilijny Wieczór, z ta róznica, ze wszystko odbywalo sie nie przy pieknie rozswietlonej choince, a.... pod blekitnym wielorybem. Chlopcy otwierali prezenty równolegle i z obu stron slychac bylo okrzyki zachwytu. 5-letni Rafal marzyl o interaktywnych zabawkach Play-Dough, które pozwalaja na tworzenie calych swiatów z utwardzalnej modeliny. Pokazujac raz po raz palcem kazdy nowy prezent, pytal sie z usmiechem na twarzy: „A co to jest, a co to jest” ? Najbardziej przypadl mu do gustu zestaw dentystyczny. Jego rodzice zartowali, ze zapewne dlatego, ze chlopiec za dentysta nie przepada. Poza zestawami Play-Dough staralismy sie obsypac Rafala wieloma innymi prezentami, poniewaz najmlodsze dzieci najtrudniej wytrzymuja bezruch zwiazany z choroba. Jak dowiedzielismy sie kilka dni pózniej od rodziców Rafala, od naszego spotkania chlopiec zaczyna swoje dni od pytania: czy juz moge isc sie pobawic? 9-letni Milosz marzyl natomiast o elektrycznej gitarze, o kamerze cyfrowej oraz o modnych ubraniach, poniewaz, jak pisala nam jego mama, chlopiec jest „kokietem”. Rozpakowujac swoje spelnione fantazje, nasz Podopieczny nie mógl jednak wyjsc ze zdziwienia, ze to wszystko dzieje sie naprawde. Nawet jego rodzice byli pod wrazeniem niesamowitej gitary elektrycznej, która dostal chlopiec: mysleli bowiem, ze otrzyma on raczej skromna gitare do nauki dla dzieci, a okazalo sie, ze Milosz stal sie posiadaczem profesjonalnego sprzetu, z którym bedzie mógl rosnac. Chlopak usmiechal sie od ucha do ucha. Jednoczesnie widac bylo, ze juz chcial byc w domu, juz dojechac, zeby móc podlaczyc gitare, nakrecic film (a mial przed soba jeszcze kilka godzin drogi). Kilka dni po naszym spotkaniu zadzwonila do nas mama Milosza, zeby nam powiedziec, ze syn od rana do nocy gra na gitarze i uczy sie obslugi kamery. Wkrótce wybiera sie takze z cala rodzina na zakupy, podczas których wybierze dla siebie ubrania, których zakup ufundowal hojny sponsor. Dla calej fundacyjnej ekipy i dla wolontariuszek, to podwójne spotkanie bylo niezwykle, poniewaz wypelnilo nas dobra energia i radoscia, która emanowaly dzieci. Radoscia, która czasem, potrafi zdzialac cuda. Po naszych odwiedzinach poprawily sie wyniki Milosza!

Radosc przez lzy.
Chorujaca na bialaczke 14-letnia Kasi? z Tczewa takze odwiedzilysmy w Gdansku, gdzie przebywa wraz z mama leczac chore stawy. Jej walka z nowotworem przebiega bowiem pomyslnie, ale po kuracji sterydami nastolatke zaczely bardzo bolec stawy, a w szczególnosci stawy kolanowe. Dzisiaj Kasia chodzi z trudem i codziennie musi zazywac silne leki przeciwbólowe. Najgorsze jest jednak to, ze lekarzom nie udalo sie jeszcze znalezc przyczyny tak silnych dolegliwosci. Kasia nie traci jednak nadziei i wraz z mama dzielnie walczy z przeciwnosciami losu. Dziewczynka byla zaskoczona nasza wizyta, poniewaz swoje zgloszenie przeslala do Fundacji zaledwie kilka miesiecy temu, a my uczciwie ja uprzedzilismy, ze spelnienie jej marzenia moze potrwac. Pomimo naszych najszczerszych checi i woli jak najszybszego spelnienia kazdego marzenia (choroba naszych Podopiecznych bezustannie nas ponagla) nie zawsze udaje sie bowiem zrealizowac fantazje tak szybko jak pragna tego dzieci i jak bysmy chcieli. Walczymy jednak jak lwy, i udalo nam sie przywiezc Kasi wymarzona przez nia kamere w kolorze czerwonym, wraz z czerwonym futeralem. Po rozpakowaniu i pierwszym uruchomieniu sprzetu, Kasia dlugo rozmawiala z wolontariuszkami. Na pytanie, co bedzie filmowac odpowiedziala ze smutkiem, ze jej pierwotnym planem bylo filmowanie jej ukochanego psa, który byl jej zródlem radosci w chorobie. Niestety, psiak mial wesoly i niezalezny temperament oraz sklonnosc do biegania po ulicy. Miesiac przed nasza wizyta, ukochanego psa Kasi przejechal sasiad. Kasia bardzo dzielnie opowiedziala nam te historie, nie roniac ani jednej lzy, ale w jej telefonie nadal pelno zdjec czworonoznego przyjaciela. Widac, ze dziewczyna bardzo silnie przezywa jego strate. Postanowila jednak nie poddawac sie smutkowi i juz ma nowy plan: zacznie od sfilmowania olbrzymiego mrowiska, które odkryly wraz z mama podczas rehabilitacyjnych spacerów. Nastepnie bedzie po kolei robic filmy o kolezankach i o rodzinie. Zegnajac sie z Kasia, raz jeszcze myslalysmy o tym, jak bardzo odwiedzani przez nas Podopieczni pelni sa woli zycia i walki. Jak bardzo chca po prostu wiesc zwyczajne zycie dzieci czy nastolatków. Plany filmowe, lepienie ludzików z modeliny czy gra na gitarze, to wszystko przejawy tej zwyczajnosci.

Wielka niespodzianka.
Fantazja 14-letniego Michala z Gdanska, który obecnie cieszy sie z remisji po walce z chloniakiem, zwienczonej udanym przeszczepem towarzyszyla nam przez prawie cala Podróz Spelnionych Marzen, zajmujac ponad polowe naszego wesolego autobusu. Michal marzyl bowiem o skuterze. Nie wiedzial jednak, ze przyjedziemy spelnic jego marzenie, poniewaz rodzice postanowili sprawic mu niespodzianke. Na kilka dni przed naszym przyjazdem, powiedzieli mu jednak, ze przyjada do niego z wizyta wolontariuszki z Fundacji Dziecieca Fantazja. Chcac, aby niespodzianka dla Michala byla mozliwie spektakularna, postanowilysmy podzielic nasza wizyte u usmiechnietego nastolatka na dwie czesci. W pierwszej kolejnosci wreczylysmy mu wiec wielkie pudlo samochodów matchboxów, które Michal bardzo lubi, oraz caly szereg drobniejszych prezentów. Wypytalysmy go takze o jego plany, marzenia i gusty. Ku wielkiemu zdziwieniu rodziców i babci, Michal, któremu ponoc (to slowa jego rodziców) 'buzia sie nie zamyka' tym razem nie byl nadmiernie elokwentny. W jego spojrzeniu widac bylo natomiast, jak bardzo cieszy sie z naszej wizyty i jak bardzo jest zaskoczony. Ostatnie miesiace wniosly wiele nadziei w zycie chlopaka: po prawie dwóch latach spedzonych na walce z choroba w szpitalu i w domu jest bowiem szansa, ze nastolatek ponownie pójdzie do szkoly. Po godzinnej rozmowie uznalysmy, ze pora na nasza wielka niespodzianke. Zaciagnelysmy Michala do naszego autobusu pod pretekstem pokazania mu naszego niecodziennego pojazdu. Dopiero po chwili pokazalysmy mu skuter. Na poczatku Michal myslal, ze zartujemy i wprost nie mógl uwierzyc, ze spelnia sie wlasnie jego najskrytsze marzenie. Kolejna godzina zleciala blyskawicznie, poniewaz Michal zajety byl rozpakowywaniem swojego skarbu oraz wszystkich akcesoriów, które sprezentowali mu sponsorzy, tak aby chlopak mógl bezpiecznie jezdzic, a jego rodzice czuli sie spokojni. To bylo niezapomniane popoludnie i az zal nam bylo odjezdzac, a w naszym autobusie zrobilo sie nagle zupelnie pusto.

Medialna wizyta.
4-letni Adrian z Gryfic pod Szczecinem, cierpiacy na guz Wilmsa, to kolejny Podopieczny, którego odwiedzilismy po raz pierwszy w czerwcu, z pieknym, wymarzonym rowerem. Od wielu miesiecy Adrian spedzal 3 tygodnie na 4 w szpitalu i chlopiec oraz jego rodzice marzyli o przenosnych grach, które moglyby chlopcu umilic zycie podczas bolesnych zabiegów. Adrian jest z natury bardzo niesmialym i zamknietym w sobie chlopcem. Choroba odcisnela na nim swoje pietno w postaci strachu przed wiekszoscia doroslych. Dlatego tez podczas naszej wizyty staralysmy sie nie miec na sobie niczego, co by moglo przypominac szpitalny swiat (nasze wolontariuszki pilnowaly sie miedzy innymi, zeby nie zalozyc bialych ubran). Sierpniowa wizyta u Adriana byla bardzo medialna, poniewaz spelnieniu marzenia Adriana towarzyszyla dwójka dziennikarzy z lokalnej prasy. Adrian wyraznie nieco juz sie oswoil z nasza obecnoscia, poniewaz byl nieco mniej przestraszony niz poprzednim razem. Widac tez bylo, ze zarówno otrzymany Game Boy (Nintendo DS) z grami, jak i ksiazki, gry, puzzle, slodycze i zabawki, które mu przywiozlysmy sprawiaja mu prawdziwa radosc. Dla nas najwieksza radoscia byla informacja otrzymana od rodziców chlopca, ze jego wyniki sie poprawily. Chwilowo wiec cala rodzina moze sie cieszyc pobytem w domu, poniewaz od ostatniej, bardzo ostrej chemioterapii, która przeszedl Adrian, wszyscy przebywaja w domu i ciezko pracuja nad poprawa stanu zdrowia i samopoczucia ukochanego syna.

Roztanczone rodzenstwo.
7-letni Aleksander z Goleniowa choruje na bialaczke. Chlopcu marzyla sie konsola Playstation 3 wraz z grami, kierownica i padami oraz aparat cyfrowy do robienia zdjec calej rodzinie. Chlopiec przyjal nas z wielkim usmiechem na twarzy. Widac bylo, ze jest bardzo podekscytowany nasza wizyta. Ledwo moglysmy sie wszystkie pomiescic w bardzo skromnym mieszkaniu na poddaszu, w którym Aleksander mieszka wraz z rodzina. Kiedy chlopiec zaczal otwierac swoje prezenty zrobilo sie jeszcze ciasniej, poniewaz siedmiolatek podskakiwal z radosci, tanczyl z mlodsza siostra i dawal w kazdy mozliwy sposób wyraz swojej radosci. Widac bylo, ze siostrze Aleksandra jest troche przykro, ze brat dostal tak wiele prezentów, ale ja tez postaralismy sie uszczesliwic slodyczami, ksiazkami, pluszakami i innymi zabawkami, którymi rodzenstwo bedzie sie moglo wspólnie bawic. Wizyta u Aleksandra doskonale pokazala nam, jak wazne jest domowe cieplo i milosc otaczajace chore dzieci. Na widok skromnych, czasem wrecz bardzo ciezkich warunków zyciowych naszych Podopiecznych oczywiscie sie serce kraje, ale sa one drugorzedne w stosunku do pozytywnych emocji laczacych wszystkich domowników. Kazdorazowo pobyt w takim domu jest dla nas wielka lekcja pokory i nadziei. Od Aleksandra i jego rodziny dostalismy ich bardzo wiele!

Szczekajacy prezent.
Do 16-letniej Weroniki z Zielonej Góry jechalismy ze Szczecina bardzo dlugo, poniewaz po drodze zatrzymalismy sie pod Poznaniem, zeby odebrac Fantazje nastolatki. Fantazja byla pieciomiesieczna, wlochata, swiezo po kapieli i bardzo wystraszona. Maly Yorkshire terrier, bo to o nim wlasnie marzyla cierpiaca na bardzo rzadka i ciezka do leczenia odmiane naczyniaka Weronika okazal sie jednak bardzo grzecznym towarzyszem podrózy. Pewien wplyw na to mialy tez oczywiscie nasze wolontariuszki z Kanady, które glaskaly szczeniaka i tulily go do siebie, starajac zapewnic mu poczucie bezpieczenstwa i wygodna jazde. Mikey, bo tak Weronika postanowila nazwac swojego psa zaadoptowal swoja Pania od samego wejscia. Pomimo obecnosci w domu rodziców dziewczyny oraz jej starszej o dwa lata siostry doskonale zrozumial, ze nalezy do Weroniki. Jak powiedziala nam mama dziewczyny nazajutrz rano, przywozac kazdej z nas upominki od Weroniki, która koniecznie chciala nam podziekowac za wizyte i za spelnione marzenie, Mikey cala noc spedzil w lózku Weroniki, a kiedy nastolatka wyszla rano do swoje dorywczej pracy, warowal pod drzwiami i szczekal na nowo przybylych domowników. To sie nazywa milosc od pierwszego wejrzenia! Mamy nadzieje, ze uczucie pomiedzy czworolapem a jego Pania bedzie rozwijala sie i kwitla przez wiele lat. Weronika bardzo potrzebuje tej bliskosci. Dotychczas przeszla juz bowiem kilka interwencji chirurgicznych, wkrótce czeka ja kolejna. Nastolatka leczona jest drogimi lekarstwami nierefundowanymi przez NFZ, sprowadzanymi specjalnie dla niej z Japonii. Walka z choroba calej rodziny jest kolejnym dowodem na to, ze sila woli i milosc potrafia zdzialac cuda. W Polsce na poczatku zaden lekarz nie chcial sie podjac operacji kilkuletniej wówczas dziewczynki i gdyby nie wytrwalosc i uparte dazenie do celu rodziców Weroniki moze nie byloby juz wsród nas. Az trudno w to uwierzyc, patrzac na te przesliczna, radosna i wygladajaca na w pelni sil dziewczyne.

Skaczace Zabki.
Od wielu miesiecy zastanawialo nas zyczenie 7-letniego Dawida z Zielonej Góry, chorujacego na mukowiscydoze. Dawid napisal bowiem w swoim liscie, ze marzy o „skaczacych zabkach”. „Czym sa te skaczace zabki”, zastanawialismy sie wszyscy, myslac o kolejnej szybkiej grze komputerowej. Okazalo sie jednak, ze zabki sa gumowe, a sama gra polega na próbie ich katapultowania na ruchome drzewo. Dawid dostal juz kiedys te gre, która szybko stala sie jego ulubiona, a marzyl o nowej, poniewaz stare zabki byly juz bardzo sfatygowane. Wolontariuszki z Kanady, mama Dawida i sam chlopiec rozegrali wspaniala zabkowa bitwe w niewielkim, ale bardzo przytulnym pokoju chlopca. Wszyscy doskonale sie bawilismy. Dawid ucieszyl sie tez bardzo z innych gier i zabawek, które przywiozlysmy, a wspólnie z mama radowali sie na widok telefonu komórkowego, kolejnego spelnionego marzenia chlopca (jego poprzedni telefon byl juz caly poklejony tasma i nie zawsze chcial dzialac). Wizyta u naszego ostatniego Podopiecznego na naszej sierpniowej trasie zakonczyla sie jednak lzami mamy Dawida. Byly to lzy radosci i zarazem smutku. Tego lata mamie z Dawidem udalo sie bowiem wyjechac nad morze. Jednak na miejscu chlopiec stracil przytomnosc i mial dziwny atak. Teraz mama Dawida odchodzi od zmyslów, poniewaz niektóre dzieci cierpiace na mukowiscydoze miewaja komplikacje natury neurologicznej. Mamy nadzieje, ze alarm ten okaze sie falszywy!


Program Coalition for Kids

Nasza ósma juz Podróz Spelnionych Marzen po raz kolejny potwierdzila sens i potrzebe spotkan z dziecmi i mlodzieza, którzy zmagaja sie z nieuleczalnymi schorzeniami. Po raz kolejny moglismy zobaczyc, ze to niejednokrotnie my zdrowi potrzebujemy spotkania i rozmowy z tymi fizycznie slabszymi, którzy nierzadko sa silniejsi psychicznie. Paradoksalnie okazalo sie, ze to my uczymy sie od nich optymizmu, a nie odwrotnie. Oni – bogatsi o trudne doswiadczenie choroby – potrafia dostrzegac wiecej i nadal zyja w swiecie wyobrazni nieograniczonej rzeczywistoscia. To dzieki nim nasi wolontariusze z Kanady dostrzegli cos innego w swoim zyciu – zyciu zdrowych nastolatków pedzacych z biegiem wspólczesnosci nastawionej na konsumpcje. Zobaczyli nowa strone otaczajacej rzeczywistosci i zdali sobie sprawe jak inaczej mogloby wygladac ich zycie, gdyby zamienili sie miejscami z którymkolwiek z dzieci spotkanych w czasie Podrózy. Jednoczesnie uswiadomili sobie, ze bedac w pelni sil moga wiele zrobic dla tych, którzy sa w potrzebie. Podróz spelnionych marzen byla niezapomnianym przezyciem dla mlodych wolontariuszy, a nas dodatkowo utwierdzila w przekonaniu jak wazne sa nie tylko prezenty, ale sama obecnosc mlodych ludzi u chorych dzieci. Usmiech, podanie reki, rozmowa - te proste gesty i slowa moga zdzialac wiele dobrego. W wiekszosci domów i w szpitalach dzieci nie chcialy aby nasza wizyta, a w szczególnosci wizyta mlodych wolontariuszy dobiegla konca.

Nie bylo bariery jezykowej - wystarczylo troche inwencji, chec do rozmowy i zabawy... Nawet tam gdzie fizycznie nie bylo to mozliwe ze wzgledu na stan chorych dzieci rozbrzmiewal smiech i slychac bylo wesole glosy. Dzieki mlodym ludziom, przez te krótkie chwile dzieci zapominaly o swojej chorobie, cierpieniu i bolesnym leczeniu. Nawiazaly sie przyjaznie, obudzily nadzieje i chec walki o nastepny dzien... Warto bylo. Oprócz wizyt u chorych dzieci i w szpitalu, podczas podrózy wolontariusze mieli takze okazje zwiedzic warszawska, torunska i gdanska Starówke, Teznie w Ciechocinku, Sopockie molo, Muzeum Powstania Warszawskiego i Palac Kultury.

PODZIEKOWANIA
Wiele osób i firm przekazalo produkty i uslugi na rzecz Fundacji oraz naszego projektu i tym samym umozliwilo nam zorganizowanie ósmej "Podrózy Spelnionych Marzen". W realizacji i urzeczywistnianiu marzen pomogli nam wszyscy sponsorzy, którzy wsparli Fundacje Dziekujemy nastepujacym firmom i osobom prywatnym:

  • Mecenasowi Fundacji - Towarzystwu Ubezpieczen HDI Asekuracja za spelnienie marzen: Weroniki, której marzyl sie pies Yorkshire terrier oraz Aleksandra z Goleniowa, który marzyl o aparacie cyfrowym.
  • Naszemu wiernemu sponsorowi, firmie OBI i jego dostawcom, którzy dostarczyli potrzebne materialy do stworzenia lazienki dla Klaudii.
  • Centrom handlowym M1 na terenie calej Polski, które byly wspólorganizatorem trasy koncertowej zorganizowanej w lipcu 2009 r. Podczas dziewieciu imprez udalo sie zebrac fundusze na rzecz Fundacji Dziecieca Fantazja, które umozliwily spelnienie nastepujacych marzen: Klaudii z Torunia (laptop), Pawla z Gulbina (laptop), Sylwii z Bydgoszczy (telewizor LCD), Milosza z Debrzna (kamera i wzmacniacz do gitary elektrycznej), Michala z Gdanska (skuter), Aleksandra z Goleniowa kierownicy z pedalami i pada do PS3, Dawida z Zielonej Góry (artykuly szkolne, gry i zabawki). Za pieniadze ze zbiórki publicznej zakupilismy tez prezenty w postaci odtwarzacza DVD i filmów dla Oddzialu Neurologii Dzieciecej z Pododdzialem Rehabilitacji wojewódzkiego szpitala w Bydgoszczy. Dziekujemy wszystkim osobom, które uczestniczyly w zbiórce!
  • Firmie Media Markt za ufundowanie laptopa dla Jakuba z Lodzi;
  • Wszystkim osobom, które wsparly Fundacje Dziecieca Fantazja, przekazujac w ramach rozliczen podatkowych 1% swoich dochodów na spelnienie marzen nieuleczalnie chorych dzieci, Czesc srodków zebranych w ramach 1% zostala przeznaczona na zakup prezentów i wyposazenia dla Oddzialu Neurologii Dzieciecej z Pododdzialem Rehabilitacji wojewódzkiego szpitala w Bydgoszczy.
  • 7-letniej Zuzie i jej rodzicom, za ufundowanie keyboarda dla Pauliny z Kutna.
  • Salonom muzycznym Riff, salonom Time Trend i Zibi S.A za ufundowanie miksera DJ-skiego dla Adriana z Kalisza
  • Edwinowi Wagteveld i Richowi Skolburg za ufundowanie kamery dla Kasi z Tczewa.
  • Spólkom Lolita Accessories, Lental oraz osobie prywatnej za ufundowanie ubran, bielizny i akcesoriów dla Klaudii z Torunia
  • Grzesiowi i Dorocie za ufundowanie wspanialej gitary elektrycznej dla Milosza z Debrzna
  • Spólce C&A i Pani Izabeli Adamskiej za ufundowanie vouchera w wysokosci 300 PLN na zakup ubran dla Milosza z Debrzna
  • Pracownikom sklepów M1 za ufundowanie zestawów Play-Dough dla Rafala z Iwiczna
  • Nieformalnej Grupie Mery Kristmas za ufundowanie matchboxów dla Michala z Gdanska, oraz telefonu komórkowego i „Skaczacych Zabek” dla Dawida z Zielonej Góry oraz kamery cyfrowej dla Natalii z Pinska.
  • YAMO Sp. z o.o. za ufundowanie zestawu Nintendo GS dla Adriana z Gryfic
  • Electronics Arts za ufundowanie gier dla Adriana
  • Firmie Motojack za ufundowanie kasku oraz za udzielenie duzego rabatu za zakup skutera dla Michala z Gdanska
  • Firmie Lullaby za ufundowanie konsoli Playstation3 i gier dla Aleksandra z Goleniowa
  • Pani Izabelli Kwiatkowskiej i Panu Andrzejowi Ball z hodowli Skilly York za udzielenie duzego rabatu na zakup rodowodowego szczeniaka Yorkshire terrier dla Weroniki z Zielonej Góry
  • Hurtowni zoologicznej Ara z Warszawy za ufundowanie pelnego wyposazenia dla psa Weroniki.
  • Hotelowi Etap w Warszawie za ugoszczenie naszych wolontariuszek z Kanady
  • Warszawskiej Restauracji Vega i Pani Magdzie Majchrzak za pyszny wegetarianski posilek
  • Warszawskiej restauracji Casa to tu za przygotowanie dla nas pysznego hiszpanskiego posilku.
  • Restauracji Lódzkiego Klubu Biznesu, która gotowa byla nas przyjac, a do której nie zdazylismy przyjechac na czas
  • Hotelowi Campanile w Lodzi i Pani Joannie Kosteckiej za nocleg wraz ze sniadaniem
  • Restauracji Metropolis w Toruniu i jej wlascicielowi za pyszny posilek i zyczliwa obsluge
  • Hotelowi Jax w Toruniu za nocleg wraz ze sniadaniem
  • Hotelowi City Hotel w Bydgoszczy, ze szczególnym uwzglednieniem odpowiedzialnej za marketing Pani Adriany Klimczak, za nocleg oraz poinformowanie o naszej akcji na szczeblu lokalnym
  • Karczmie Mlynskiej w Bydgoszczy za pyszny posilek i niezwykla wyrozumialosc dla póznych gosci
  • Restauracji Zabusia w Gdansku, za pyszny posilek i zyczliwe przyjecie
  • Hotelowi Bayionn w Sopocie za ugoszczenie nas. Szczególne podziekowania dla Pana Marka Hilla
  • Restauracji „Na kuncu korytarza” w Szczecinie i jej wlascicielom Panstwu Beacie i Boleslawowi Sobolewskim
  • Hotelowi Etap w Szczecinie za ugoszczenie nas. Szczególne podziekowania dla Pani dyrektor Justyny Brenskot za okazana zyczliwosc.
  • Hotelowi Ruben w Zielonej Górze, ze szczególnymi podziekowaniami dla Pani Ewy Golebiowskiej i dla calej obslugi hotelu za ugoszczenie wolontariuszek z Kanady i ich opiekunek
  • Restauracji Haust w Zielonej Górze oraz Pani Urszuli Mocek, wlascicielce i Panu Radoslawowi Wilk, menadzerowi za pyszny posilek i serdeczne przyjecie
  • Firmie Trans-Tom z Nieporetu i jej wlascicielowi, Panu Tomaszowi Zielinskiemu za wypozyczenie czerwonego minibusa z pszczólka
  • Za ufundowanie bezplatnych biletów wstepu dziekujemy: Palacowi Kultury i Nauki w warszawie, Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, Zegludze Gdanskiej.
  • Za wsparcie finansowe z calego serca dziekujemy osobom prywatnym oraz firmom Toropol Sp. z o.o. i Energoprojekt Warszawa S. A. Biuro Studiów i Projektów Energetycznych. Dzieki tym funduszom moglismy pokryc pozostale koszty Podrózy Spelnionych Marzen.


    Z calego serca, w imieniu naszych Podopiecznych i ich rodzin, wolontariuszy oraz wlasnym dziekujemy za Wasza hojnosc i wspanialomyslnosc!

    Refleksje mlodych wolontariuszy na temat podrózy spelnionych marzen oraz dokladna relacje z wyjazdu mozna przeczytac równiez w jezyku angielskim na stronie www.coalitionforkids.ca pod haslem "Journeys for a Lifetime". Byla to juz ósma wizyta kanadyjskich wolontariuszy w Polsce w ramach miedzynarodowego projektu Coalition for Kids.